
在手机上保存,获得更好体验
coś do mnie gada ze po co wydawać to dalej jak raczej na jawie se śnisz,
wielu nadzieje to daje i budzą się z rana by badać co rzucam na street,
ty rzucasz jak street(zez),
tymi panczami to możesz se trafić, lecz chyba do cyrku,
machasz jak mim, nie docierają tu słowa
za dużo za sobą mam gwizdków,
puść to w ruch, za wokale i cały ten mój squad,
nie mieści się w pale ile idzie tych zmian,
na próg mnie wywalą i tak będę się darł,
nie wiesz co pokaże ale będziesz tego chciał
nie wiesz co pokaże zanim
podniosą kotarę,
robię to dla was i robię to dla niej
dla tych mimów co starają nam się wchodzić tu w paradę,
te zasoby skilli a nie SBmafie
chodzę nocą i śpię za dnia to nie Batman,
twoje bla bla, tam gdzie ka ka,
gdzieś na dnie opada,
my na fali, twardy grunt pod nami
Santa Maria,
zjadam dusze tych co mnie słuchali
niczym Pacman
gram dla, tych co mieli stare radia,
ławka to ich bramka,
prawda taka ze świat gubi się a nie ogarnia,
oni głusi ale innych się tez zbierze paczka,
dla tych ludzi robię nuty co nie brudzą gardła,
co nie brudzą gardła,
nie raz się tu będę mnożyć to jest czyta matma,
odejmując tych co mówią mi jak o to zadbać
czujesz przecież jak to wchodzi, to jest czysta magia,
tyle ze sobą wspomnień,
byle najdalej od nich,
się przymierzają do mnie
chociaż tak niewygodny,
zostawiam ślady ciągle,
dla tych co niepokorni,
biorę co swoje w ogóle,
dawno przestałem się płaszczyć o nic