
在手机上保存,获得更好体验
Bałagan jest na strychu, nie pomogą psychotropy
Taki nektar życia, a my latamy jak motyl
Mamy tu demona, co anioła potrzebuje
Ciągną nas za język, bo niełatwo nas zrozumieć
Zaplątaliśmy się w sieci, adres podejrzany
A ten wirus każe nam się tylko patrzeć w ściany
Usta mamy suche, a psychikę mamy kruchą
Pusto na ulicach, a dopiero jest przed drugą
Więc przepraszam
Czy wpuścisz mnie do świata mimo moich wad
Przepraszam, że wracam
Nie mam gdzie się podziać sam
Przepraszam
Przepraszam
Jestem odwodniony, chociaż ciągle pada na głowę
Pod parasolem cię trzymam, choć sam tu tonę
Spotkasz mnie w piekle
Tam, gdzie wypalone serce
Ślicznie cierpię
Mam takie opuszczone miejsce
Ty też je znasz
Podpierasz te ściany, kiedy za dużo pokus
Głosy mówią “ratuj”, usta sine od mrozu
Oczy się żarzą, gdy serce przyspiesza
Na później schowaj łzy
Na czas, gdy jesteś zły
Zły zły zły zły
Zła zła zła zła zła zła zła
Zły zły zły zły
Zła zła zła zła zła zła zła
Skończyło się pole do rozmów
Jakby było minowe
Stoły całe pełne proszku, białe i kolorowe
Nie pamiętamy tych rozmów, a rozmawiamy dobę
Nie wyciągamy wniosków, patrzymy w inną stronę
Spotkasz mnie w piekle
Tam, gdzie wypalone serce
Ślicznie cierpię
Mam takie opuszczone miejsce
Ty też je znasz
Spotkasz mnie w piekle
Spotkasz mnie w piekle
Spotkasz mnie w piekle
Spotkasz mnie w piekle